Zapraszam do przeczytania mojej rozmowy z dziennikarką Anetą Zabłocką w której odpowiadam na tematy związane z życiem intymnym pary.
Co to jest „fajny seks”? Czy seks bez orgazmu też może być fajny?
W przypadku kobiet orgazm jest o wiele bardziej złożony i nie zawsze wygląda tak jak w literaturze lub opowiadaniach koleżanek. Patrząc na sposób przeżywania orgazmu kobiety można podzielić na trzy grupy – kobiety, które szczytują wielokrotnie, osiągają stan “utraty świadomości, kobiety dla których przyjemność trwa jakiś czas, jednak bez momentu kulminacyjnego oraz kobiety, które po szczytowaniu tracą całkiem reaktywność seksualną. Zanim ocenimy czy dany stosunek zakończył się orgazmem czy nie warto poznać własne ciało i nasz indywidualny sposób przeżywania rozkoszy. Wiele kobiet nie osiąga orgazmu pochwowego, jedynie łechtaczkowy niewątpliwie wpływa na stosunek seksualny i często jest źródłem problemów relacyjnych, dewaluując znaczenie orgazmu łechtaczkowego. Przykładem mogą być tu osoby zaburzone narcystycznie, które łączą satysfakcję seksualną z osiągnięciem orgazmu przez partnera co ma być miarą ich sprawczości w roli kochanka. Brak orgazmu partnera odbierany jest personalnie.
W naszym życiu będą stosunki podczas, których nie osiągniemy orgazmu, jednak czy to znaczy, że nie było nam przyjemnie, bądź nie było warto? Orgazm nie powinien być celem stosunku. Bliskość, poznanie siebie nawzajem, wyrażanie uczuć – to droga, która sama w sobie niesie ogromną wartość i dla której zwykle inicjujemy zbliżenie.
Czy seks z przytulaniem po, liczy się dla kobiet bardziej?
Spojrzałabym na funkcję przytulania czyli bliskości w 3 wymiarach czyli społecznego deficytu bliskości na jaki cierpimy, uczucia akceptacji ze strony partnera oraz możliwości łączenia różnych wymiarów seksualności z stałym związkiem uczuciowym. Na deficyt bliskości cierpią obie płcie jednak poczucie akceptacji, bezpieczeństwa wydaje się bardziej ważne dla kobiet niż mężczyzn.
W dzisiejszych czasach cierpimy na deficyt fizycznej bliskości, mówi o tym wielu edukatorów seksualnych, jednak najlepszym tego dowodem są powstałe miejsca do których przychodzą obie płcie na przytulanie z profesjonalnym przytulaczem. Ukazuje to ogromne zapotrzebowanie na bliskość i jednoczesną nieumiejętność tworzenia jej w kręgu bliskich, być może trudniej jest prosić o bliskość łatwiej za nią zapłacić.
W relacji przytulanie czyli okazanie bliskości, łączy się z poczuciem bezpieczeństwa. Przytulanie wywołuje wzrost poziomu oksytocyny czyli hormonu odpowiadającego za przywiązanie, poczucie emocjonalnej bliskości. W sytuacji, gdy chcemy wprowadzić do naszego łóżka więcej pikanterii, poczucie bliskości, bezpieczeństwa jest niezwykle ważne. Bliskość po stosunku pozwala nam na wyzwolenie większej “perwersyjności” bez poczucia zaburzania wartości, które są dla nas ważne w związku na co dzień. Mężczyznom daje poczucie akceptacji ich fantazji, pragnień dominacji zaś kobietom niezachwianie ich ogólnego obrazu w relacji.
Kolejnym wymiarem bliskości przed/po stosunku jest poczucie bycia akceptowanym. U kobiet duży wpływ na satysfakcję seksualną ma ich emocjonalny stosunek względem własnego ciała. W sytuacji gdy kobieta nie akceptuje swojego wyglądu, często jest przekonana o współdzieleniu tych odczuć z partnerem. Kobiece ciało bardziej niż męskie przechodzi różnego rodzaju zmiany, które wymagają ciągłej aktualizacji własnego obrazu.
Czy prawidłowy stosunek można zmierzyć. Wiemy, że dzieli się na różne fazy, ale czy jest miarka, która wskazuje, ile każda z nich powinna trwać, byśmy otrzymali satysfakcję?
Polacy stworzyli parę lat temu gadżet erotyczny Lovely działający z aplikacją mobilną w celu takich właśnie pomiarów, rejestrując odczucia partnerów podczas różnych pozycji, tworząc imponujące wykresy. Osobiście uważam tego rodzaju gadżety jako ciekawostkę na rynku, jednak nie rozwiązanie dla par mających trudności z osiągnięciem orgazmu, czego zwykle przyczyną jest problem w relacji niż częstotliwości ruchów podczas stosunku.
Jak ta miarka ma się do oczekiwać i doświadczeń kobiet? Jedna z moich koleżanek twierdzi, że seks nie powinien trwać dłużej, niż 4 minuty. Większość z nich nie lubi długiego seksu. Skąd więc mit o całonocnych kochankach? Z filmów, książek?
Badania wskazują, że średni czas trwania stosunku rozumianego przez penetrację trwa do 13 minut, patrząc więc na statystyki posiadamy wygórowane oczekiwania względem naszych możliwości.
Początkowe cieszenie się sobą i odkrywanie ciał owszem prowadzi do całonocnych eskapad rozumianych przez wielokrotne stosunki. Jednakże są one możliwe ze względu na silne pożądanie w początkowej fazie związku oraz większej tolerancji na nieprzespane noce oraz ich dezorganizujący wpływ. Oglądając filmy, czytając książki nikt nie mówi o tym, że trzeba wstać iść do pracy, znaleźć czas na regenerację. Mówiąc wprost regularne zarywanie nocy wiązałoby się z eliminacją innych sfer życia w tym ograniczenie wydolności zawodowej. Według badań Izdebskiego średnio Polacy odbywają stosunek seksualny raz w tygodniu zwykle między 21.00 a 24.00 najczęściej w soboty, ukazuje to Polską rzeczywistość osób pracujących ponad 8 h dziennie.
Inny ważnym aspektem jest fakt, że część kobiet zwyczajnie po osiągnięciu satysfakcji seksualnej nie ma ochoty na kontynuowanie współżycia, ponieważ staje się ono nieprzyjemne bądź bolesne. Zamyka to tym samym perspektywę wielokrotnych stosunków i orgazmów.
Czy czas seksu skraca się wraz z wydłużeniem czasu związku? Im jesteśmy z kimś dłużej, lepiej go znamy, więc seks nie zajmuje nam aż tyle czasu, co kiedyś?
Rozpatrując motywację seksualną partnerów zastanawiamy się co wpływa na jakość życia seksualnego w trwałym związku – pożądanie czy intymność. Satysfakcja seksualna jest w silnej korelacji według badań z takimi parametrami jak poczucie wartościowości związku, równości, intymności, komunikacji oraz wsparcia. Pożądanie rodzi się z pewnej formy niedostępności, ryzyka co koliduje z pragnieniami miłości czyli poczucia bezpieczeństwa, zaufania, opieki. Można powiedzieć, że w związku z tym stałe związki skupiają się bardziej na intymności jako wymiarze satysfakcji seksualnej, którą można utrzymać i rozwijać na każdym etapie związku i małżeństwa. W związku z tym stałe związki zamiast błędnie próbować wzbudzić pożądanie powinny skupić się na intymności i pogodzić się z tym, że pożądanie należy do innego etapu relacji.
Dobra komunikacja równa się dobrej komunikacji seksualnej, zaś intymna relacja dobrej komunikacji co przychodzi wraz z stażem związku. Trudno zatem zaprzeczyć wpływowi stażu związku, znajomości partnerów na czas trwania aktu seksualnego. Należy wziąć pod uwagę kolejne etapy związku niosące za sobą pewne ograniczenia względem zasobów czasowych na tego rodzaju przyjemności. Młode małżeństwa zwykle pracują więcej by usamodzielnić się i zbudować własny dom, kolejno pojawia się myśl o założeniu rodziny, modyfikując relacje. To trochę jak te wszystkie memy internetowe marzenia vs rzeczywistość.




